Naj­większym grzechem jest porażka

Ciała wielu młodych mężczyzn również wykazują pewien sto­pień niedojrzałości, kontrastujący z dojrzałym wyrazem twarzy. Różnica jest jeszcze większa, jeśli mężczyzna ma brodę. Mała mie­dnica i chude nogi mają w sobie coś chłopięcego. W niektórych przypadkach górna część ciała również wygląda młodo z powodu wąskiej klatki piersiowej. Ten młody wygląd może nawet przebi­jać z dojrzałej twarzy, szczególnie jeśli mężczyzna uśmiecha się lub zgoli brodę. Niektórzy dojrzali mężczyźni mają w sobie coś uroczo chłopięcego, ale to inne zjawisko. Opisywani przeze mnie mężczyźni są zarazem młodzi i starzy — dojrzali intelektualnie, lecz niedojrzali emocjonalnie. Ci młodzi ludzie, kobiety i mężczyźni, zatrzymali się emo­cjonalnie na etapie wczesnej młodości, ponieważ ich rozwój zo­stał zahamowany. Zbyt wcześnie utracili dziecięcą niewinność, a wraz z nią szansę na radosne, beztroskie życie, które umoż­liwiłoby powolne, naturalne dojrzewanie funkcji psychicznych,. Zmusza się ich do nauki, podsuwa kształcące gry i zabawki, a ro­dzice nieustannie sprawdzają ich postępy. Dzieci powinny bawić się same dla czystej przyjemności; zbędne są ukryte motywy edu­kacyjne. Dzieci wyczuwają, czy to jawne, czy ukryte oczekiwania rodziców. Nazbyt często rodziców interesuje jedynie osiągnięcia dziecka, oznaki jego „wyjątkowości”. Śledzą postępy dziecka, tak jak kibice sukcesy swojej drużyny. Jak dziecko daje sobie radę w szkole, w sportach, z rówieśnikami? Porażka nie jest w ogóle brana pod uwagę. Ale istnieją również rodzice, którzy są świa­domi nasilonej tendencji do rywalizacji, jaką obecna kultura pra­gnie zaszczepić dzieciom, i starają się je przekonać, że wystarczy być przeciętnym. Niestety, dziecku, które traktowano w domu jako wyjątkowe, trudno zaakceptować bycie przeciętnym w oto­czeniu pozarodzinnym. Nikt nie jest wolny od wpływów kultury. W świecie zachodnim, zorientowanym na sukces materialny, naj­większym grzechem jest porażka.

Pozbawione uczuć udawanie

Patricia kiedy przyszła na konsulta­cję do mojego gabinetu, uderzyły mnie jej opanowanie, pewność siebie i równowaga. Miała dopiero dwadzieścia lat, a rozmawiała jak światowa kobieta, wspominając nonszalancko o zażywaniu kokainy i bibkach. Patricia przyznała, że ma kłopoty — nie mo­gła się skupić, nie dawała sobie rady w college’u. Zdałem so­bie sprawę, że jej pozorne wyrafinowanie było fasadą; wewnątrz pozostawała nadal dzieckiem. Kiedy na chwilę odrzuciła fasadę, w jej oczach dostrzegłem coś dziecięcego. Patricia opisała siebie jako wyjątkową osobę. Ojciec i nauczyciele wciąż mówili jej, że przewyższa koleżanki. Miała wyjątkowe osiągnięcia w grze w te­nisa, pływaniu i jeździe konnej — tego od niej oczekiwano. Ale po zakończeniu okresu dojrzewania zaczęła uzyskiwać coraz gor­sze wyniki w tych dyscyplinach. Była nadal popularna, ponieważ nie brakowało jej atrakcyjności i dobrze grała, ale było to tylko pozbawione uczuć udawanie. Nie potrafiła płakać, krzyczeć ani wrzeszczeć. W gruncie rzeczy żenowało ją wszelkie wyrażanie uczuć. Patricia podjęła życie seksualne, więc spytałem ją o przeży­cia. „Myślę, że seks jest przereklamowany — odparła. — Nie jest tak ważny, jak się sądzi”. W wieku dwudziestu lat! Ale jej uwaga jest zrozumiała, jeśli weźmiemy pod uwagę napięcie miednicy. Nie docierały tam uczucia. Dolna część ciała była tak mocno ściągnięta, że niemożliwe były wszelkie ruchy dowolne. Akt płciowy był pozbawiony znaczenia, nawet jeśli czuła coś do partnera. Cóż za tragiczna sytuacja dla młodej kobiety!

Emocjonalnie opóźnione w rozwoju

Niemal wszystkie dzieci są poddane nadmiernej stymulacji seksualnej, zarówno w domu, jak i poza nim. Niektórzy rodzice uważają, że jest w dobrym stylu chodzenie nago po domu w obe­cności dziecka. Wyobrażają sobie, że zapobiegnie to powstaniu u dzieci zahamowań seksualnych. Nie zdają sobie sprawy, że jest to obnażanie się, a nie nagość. W kulturze, w której ludzie no­szą na co dzień ubrania, zdjęcie ich posiada implikacje seksualne (implikacji takich brak w obozie nudystów, gdzie wszyscy chodzą nago). Zbyt wiele dzieci w kulturze współczesnej dorasta nazbyt szybko. Dobrym przykładem jest córeczka przyjaciela, która za­żądała w wieku czterech lat, by ubrano ją w obcisłe dżinsy uwydatniające kształty. Niestety, niektórzy rodzice odczuwają dumę z powodu przedwczesnego rozwoju dzieci, a nawet go pobu­dzają. Ale pozorna dojrzałość tych przedwcześnie rozwiniętych dzieci jest tylko przemądrzałością. Są intelektualnie rozwinięte, ale emocjonalnie opóźnione w rozwoju. Kontakt małych dzieci z seksualnością dorosłych może zmniejszyć zahamowania w re­alizowaniu własnych pragnień, ale zredukuje zarazem uczucia seksualne. Przykładem takiej osoby jest Ruth. Była atrakcyjną, młodą, pozornie pewną siebie kobietą. Ukończyła studia psychologiczne i robiła doktorat. Kiedy podczas treningu bioenergetycznego zo­baczyłem jej ciało, doznałem szoku. Było to ciało piętnasto- szesnastoletniej dziewczyny, a Ruth miała trzydzieści trzy lata. Mogłem sobie wyobrazić, że kiedy skończy czterdziestkę, będzie miała ciało dwudziestoletniej dziewczyny. Przyszedł mi na myśl Dorian Gray. Ruth nie postarzała się, ponieważ nie dorosła. Na pewnym głębokim poziomie nadal pozostała dzieckiem. Posiadała dojrzały, bystry umysł, ale ciało pozostało nierozwinięte. Ruth posiada rozszczepione poczucie „ja”. Czasem czuła się jak stara kobieta; kiedy indziej miała wrażenie, że jeszcze nie zaczęła żyć.

Plastyczna ilustracja problemu

Według Miller, postępowanie rodziców budzi w dziecku brak poczucia bezpieczeństwa w odniesieniu do seksualności, a wzmacniają je jeszcze zakazy dotyczące praktyk autoerotycznych dziecka. Sądzę, że „brak poczucia bezpieczeństwa” to zbyt łagodne określenie na opisanie skutków takiej nadmiernej sty­mulacji seksualnej. Musimy pamiętać, że dziecko pobudzane se­ksualnie przez rodzica nie ma możliwości rozładowania swojego podniecenia. Przypadek George’a jest być może skrajny, ale sta­nowi plastyczną ilustrację problemu. George, który był jednym z moich pacjentów, przeszedł in­tensywny masaż mięśni. Napisał mi potem: „Powiedział mi [masażysta], że moja czaszka przypomina orzech kokosowy, szczęka wskazuje na to, że obgryzam paznok­cie, mam jakąś pętlę na szyi, klatkę piersiową zapadniętą, po­śladki napięte jak bęben, a kolana sztywne. Na poziomie ego rozumiałem wiele z tego, co się ze mną stało. Coś mnie prze­raziło i zbudowałem wokół tego pancerz. Jeśli chodzi o sprawy płci, kiedy byłem mały, ojciec uderzał mnie w krocze pytając: «Masz pietra?» Sypiałem między matką a siostrą. Z lękiem bada­łem dłońmi całe ciało siostry, ale dotykałem tylko górnej połowy ciała matki. Było to jeszcze, nim zacząłem się masturbować. „Siostra zabierała mnie na filmy grozy. Byłem przerażony oglądając z ojcem telewizyjne filmy grozy. Godzinami leżałem nieruchomo w łóżku z głową pod kołdrą, bojąc się spojrzeć na drzwi. Miałem uczucie, że gdyby ktoś wszedł, oszalałbym ze stra­chu. „Boję się objąć matkę, ponieważ spanie między nią a siostrą zablokowało mnie seksualnie. Obawiam się, że zdarzy się to po­nownie. Jestem tak zmrożony, że siedzę z nią godzinami w fotelu nie mówiąc ani słowa”. Słowa George’a rzucają światło na krzywdę, jaką można wy­rządzić chłopcu przez nadmierną stymulację seksualną, szczegól­nie gdy towarzyszy jej lęk przed ojcem spowodowany sytuacją edypalną. George nie mógł się oprzeć dotykaniu matki oraz sio­stry, ponieważ było to zbyt podniecające, ale nie mógł się tym cieszyć, ponieważ odczuwał zbyt silne poczucie winy i przeraże­nie. Przeżywał udrękę. Mógł więc jedynie zacisnąć szczęki, napiąć ciało i próbować to znieść. Równało się to zablokowaniu uczuć, szczególnie seksualnych. Nadal boi się dotknąć kobiety i uprawia tylko seks oralny z prostytutkami.

Pas napięcia

Opancerzenie przybiera na poziomie ciała kilka postaci; wszy­stkie one odzwierciedlają w pewnym stopniu ogólną sztywność. Pojęcie „opancerzenia” wprowadził Wilhelm Reich na opisanie procesu powstawania chronicznego napięcia w powierzchnio­wych mięśniach ciała; tworzy ono twardy pancerz chroniący przed urazami zewnętrznymi i przed impulsami wewnętrznymi. Ciało pewnych jednostek narcystycznych ma z powodu sztyw­ności posągowy wygląd. W innych przypadkach ciało może być masywne, bryłowate, jak gdyby sztywność miała powstrzymać napór. Pewien pacjent przyrównał swoją matkę do czołgu. Jego własne ciało kojarzyło mi się z betonowym bunkrem. W taki sposób bronił się przed czołgiem. Jak się jednak przekonaliśmy, w wielu przypadkach ciało nie jest opancerzone, to znaczy nie wykazuje sztywności. Mimo to istnieje pas napięcia u podstawy czaszki, odszczepiający spostrzeganie od doznań cielesnych. Jak dotąd, omawiając nadmierną stymulację ze strony ro­dziców, mówiłem raczej ogólnie. Uważam, że rzeczywista nadmierna stymulacja ma charakter seksualny. Wspomniałem, że uwiedzenie ma zawsze podteksty erotyczne, bez względu na to, jak niewinne są zachowania rodzica. Alice Miller, wybitna psychoanalityczka europejska, stwierdza: „Ojciec, który dorastał w otoczeniu nieprzyjaznym instynkto­wym popędom, niekiedy ośmiela się po raz pierwszy przyjrzeć dokładniej żeńskim narządom płciowym, pieścić je i doznawać podniecenia, gdy kąpie swoją małą córeczkę. Matka (u której wy­tworzył się strach przed męskimi narządami płciowymi) może przełamać strach w relacji z maleńkim synkiem. Na przykład wy­ciera go po kąpieli w taki sposób, że wzbudza erekcję, co nie jest dla niej niebezpieczne ani zagrażające. Czasem masuje członek syna aż do okresu dojrzewania, by «ustąpiła stulejka»”.

Być matką dla matki

Powiedzmy, że to matka przychodzi do dziecka z problemami. Co może zrobić dziecko, żeby uszczęśliwić matkę? Po pierw­sze może jej ofiarować swoją obecność — wysłuchać opowieści o niedolach, okazywać współczucie w cierpieniu i zrozumie­nie dla trudności. Dziecko powinno ofiarować matce obecność, jakiej nie zaofiarowała jej własna matka. W rezultacie dziecko staje się dla rodzica rodzicem. Ile to już razy słyszałem od swo­ich pacjentek: „Byłam matką dla mojej matki”. Chłopiec może przypominać męża, zajmując miejsce „dobrego ojca”. Ale nic się nie zmienia. Matka kontynuuje swoje masochistyczne jęki, na­rzekania i pochlebstwa. Dziecko doświadcza „zalewu” przykrych uczuć, z którymi nie wie, co począć. Nie może nawet uciec. Je­dyna rzecz, jaką może zrobić, to nie stawiać matce żadnych żądań — stłumić swoje potrzeby oraz uczucia, żeby matka nie miała po­czucia winy z powodu braku troskliwości. W takiej sytuacji w dzieciach rodzą się ból, smutek i wście­kłość wywołane ich własną sytuacją i sytuacją rodziców. Ponie­waż dzieci nie są w stanie poradzić sobie z tymi uczuciami, muszą zastosować ochronę, nie mogą sobie pozwolić na ich odczuwanie. Gdyby w pełni czuły, musiałyby wykrzyczeć ból, wypłakać smu­tek i walić z niszczycielską wściekłością. Ale nie robią tego, bo to wydaje się zbyt szalone. Zamiast tego opancerzają się, napinają mięśnie, uniemożliwiają wszelką ekspresję uczuć. Zakładają sobie psychiczny kaftan bezpieczeństwa.

Nadmierna stymulacja w rodzinie

Zaburzenia narcystyczne są wytwo­rem kultury zachodniej, sądzę jednocześnie, że jednostka na­rcystyczna zostaje ukształtowana przez nieszczęśliwą sytuację ro­dzinną, w której dziecko zostaje uwiedzione i wchodzi w wyjąt­kową relację z jednym z rodziców. Dzięki blisko­ści, jaką zapewnia taki związek, dziecko zostaje skonfrontowane z uczuciami dorosłych i z dojrzałą seksualnością, a w rezultacie poddane nadmiernej stymulacji. Rodzic szuka u dziecka sympa­tii i zrozumienia, a nawet pragnie dzielić z nim uczucia frustracji wynikające z konfliktów małżeńskich. Jak dziecko może sobie po­radzić z tak poważnymi wyzwaniami emocjonalnymi? Nieszczę­ście rodzica jest dla dziecka zawsze zbyt wielkim obciążeniem. Nie może mu ono w żaden sposób zaradzić. Na stres małżeński składają się urazy, rozczarowania i frustra­cje z dzieciństwa obojga partnerów. Niezdolni do zareagowania na udrękę partnera, mogą się zwrócić do dzieci po miłość, ja­kiej nie otrzymali od własnych rodziców. Bez względu na to, jak rodzice traktują dzieci, zawsze stawiają w sposób jawny lub ukryty żądanie: „Powiedz, jak bardzo mnie kochasz; powiedz, jak wspaniałym jestem rodzicem”. Jakże często rodzice wzbudzają w dziecku poczucie winy uwagą: „Widzisz, jak dla ciebie haruję?” Oczywiście dziecko jest świadome walki rodziców, wyczuwa bo­wiem ich ból. Jak stwierdziła jedna z pacjentek: „Moja matka była przerażająco smutna. Nie mogłam znieść widoku jej smutku. Musiałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby ją uszczęśli­wić”. Jej doświadczenie nie jest wyjątkowe. Niestety, bywa raczej częste.

Pokolenie działania

Czynnikiem przyczyniającym się do nadmier­nej stymulacji jest nieustanna aktywność, jakiej domaga się społe­czeństwo zachodnie. Wydaje się, że jest tak wiele do zrobienia, iż nie można się zdobyć na to, by przerwać aktywność i odpocząć, pomyśleć, pomedytować. Żeby wykonać zadania na dany dzień, nie można sobie pozwolić na chwilę przerwy. Ludzie są zajęci albo zarabianiem pieniędzy, albo ich wydawaniem, czy też do­glądaniem rzeczy, które kupili. A proszę pomyśleć o prowadzeniu samochodu. Nie tylko jest stresujące, ponieważ trzeba zachować nieustannie uwagę, ale jest się też nieustannie bombardowanym przez zmieniające się widoki. A przecież ludzie zdają się potrzebować całej tej aktywności. Być może jest zbyt wiele do zrobienia, ale gdyby było zbyt mało, odczuwaliby nudę i niepokój. Potrzebne są projekty budzące fa­scynację; kiedy kończy się jedno przedsięwzięcie, zaczyna się na­stępne. Młodych ludzi obecnej epoki nazwano pokoleniem dzia­łania, czyniąc cnotę z nieustannej aktywności. Ich niepokój jed­nak wynika z niezdolności do bezczynności. Czują, że żyją tylko wówczas, gdy działają, ale działanie to jest obroną przed byciem i odczuwaniem. Wśród tych młodych ludzi istnieją tacy, którzy są bardziej aktywni od innych, którzy szybciej pną się po drabi­nie sukcesu. Nazywa się ich „szybkobiegaczami”. Wszystko w ich życiu jest podporządkowane dążeniu do sukcesu. Nie jest przypadkiem, że modne stały się głośne dźwięki mu­zyki rockowej. Wraz z lampami stroboskopowymi dostarczają one stymulacji zdolnej przełamać wszelką ochronę przeciwbodźcową i pobudzić oglądającego i słuchacza. Ale nie wystarczy samo po­budzenie; człowiek potrzebuje przyjemności i rozładowania. To zapewniają ciężki, monotonny rytm i intensywne ruchy tańca di­sco. Wszystko to dostarcza jednostce narcystycznej poczucia ży­wotności. Ale muzyka rockowa i taniec disco pogłębiają również wewnętrzną martwotę narcyza, czyniąc z nadmiernej stymulacji normalny sposób życia. Na tym polega rzeczywiste niebezpieczeństwo nadmiernej stymulacji. Adaptując się do niej, nie potra­fimy się potem bez niej obyć.

Trudność dokonania oceny zmian

Trudno określić stopień przemian, jakie dokonały się w tym stuleciu. Jeszcze na przełomie wieków kursowały tramwaje konne. Mężczyźni z miotłami zamiatali rynsztoki. Mój ojciec odwiedzał co rano miejscowego fryzjera, żeby się ogolić i wy­słuchać plotek. Kosztowało go to pięć centów. Ja nie korzystam z takiego luksusu. Trudność dokonania oceny zmian polega na tym, że przystosowaliśmy się tak bardzo do nowych warunków, iż wydają się nam naturalne. Ale za przystosowanie się do stresu współczesnego życia płacimy cenę, a jest nią wzniesienie barier w celu ochrony przed nadmierną stymulacją. Żeby działać w tem­pie maszyn, musimy sami stać się jak maszyny, to znaczy znie­czulić własne ciała i zaprzeczyć swoim uczuciom. Nadmierna stymulacja nie jest tylko problemem miast. Wy­stępuje w różnych domach. W wielu amerykańskich domach radio i telewizja są włączone na długi przeciąg czasu. Twierdzi się, że przeciętny Amerykanin ogląda codziennie telewizję przez sześć godzin. Wielu ludzi ogląda telewizję lub słucha radia wyko­nując prace domowe lub nawet prace poza domem. Wydaje się, że potrzebują stymulacji; dodaje ona- ekscytacji ich życiu, które jest jej pozbawione. Ale telewizja i radio działają również jak dystrakcje — pozwalają uwolnić się od własnych problemów i zdy­stansować wobec swoich uczuć. Wiadomości w radiu i telewizji są szczególnie niepokojące, ponieważ wzbudzają często uczucia, których nie ma jak rozładować. Usłyszenie o wyrafinowanej zbro­dni może wzbudzić gniew, który nie ma ujścia. Człowiek uczy się wkrótce nie reagować, ale to oznacza, że wzmacnia ochronę przeciwbodźcową.

Przeciążenie w życiu codziennym

Nadmierna stymulacja stanowi powszechne zjawisko w mia­stach Zachodu. Panują tam nadmierny hałas i ruch, nadmierna aktywność i nadmierne nasilenie niezwykłych bodźców. Trudno wprost sobie wyobrazić jak ogromny hałas panuje w wielkim mieście, takim jak Nowy Jork. Jest to forma skażenia niszcząca spokój i ciszę. Chociaż z początku dźwięki te mogą budzić eks­cytację, niezmienny poziom bodźców dźwiękowych wkrótce za­czyna przeszkadzać. Może to doprowadzić człowieka do szaleń­stwa. Jak znoszą to mieszkańcy Nowego Jorku? Wszyscy znamy odpowiedź. Uodporniają się na dźwięki. Zamykają się w sobie tak, iż przestają słyszeć hałas. Ponieważ świadomość jest funkcją kontrastów, uświadamiają sobie stopień nasilenia hałasu, kiedy w poranek niedzielny aktywność spada i zapanowuje względny spokój. Podobny efekt wywiera ruch, zarówno kołowy, jak pieszy, w wielkim mieście. Na początku jest ekscytujący, a potem wywo­łuje znużenie. Tłum ludzi zagarnia przechodnia jak fala i niesie go ze sobą. Człowiek zatraca poczucie siebie jako istoty czującej. Tempo jest zbyt szybkie; człowiek nie ma czasu. Jest to dehumanizujące. Jakby po to, by przypomnieć mi, co utraciłem, obu­dziłem się ostatnio w Nowym Jorku w piękny niedzielny pora­nek. Była jesień, powietrze było świeże i czyste. Kursowało nie­wiele samochodów i nie dochodził zgiełk działalności handlowej. Idąc ulicami odczuwałem wyraźną przyjemność, którą pamięta­łem z okresu dorastania w mieście — dzisiaj trafia się ona bardzo rzadko. Nowy Jork miał w tamtych czasach ludzkie oblicze.